pech, klątwa, samospełniająca się przepowiednia, a może jednak karma.
---
wiosna upłynęła mi pod znakiem rozrzewnienia. współistnienie światów - tego między palcami wraz z tym najostateczniejszym. dużo rozmyślań o własnej przemijalności i nieznany wcześniej lęk przed tym, co nieuniknione. rozpacz, spowodowana współodczuwaniem boleści oraz wszechogarniająca wdzięczność i wzruszenie.
trwając w zachwycie dalej podejmowałam decyzje pod wpływem snów, dalej byłam też lekkim duchem, fruwającym gdzieś powyżej - cytując ukochane ciepło, kobiecą mądrość i serdeczność ze słuchawki.
szanuję, że nie rozpraszałam blasku beztroski na rozmyślania kiedy to - dla utrzymania constansu, któraś z szalup zacznie łapać wodę.
---
pękło mi to głowę.
---
powrót do Poznania czasem brzmi tak
wolę już inaczej słyszeć te dźwięki
szkoda, że cała playlista tych dni nie nadaje się do słuchania bez nabierania ochoty zniknienia.
przywiozłam ze sobą dziwny smutek. być może łatwiej łapię równowagę, wykonując skomplikowaną figurę w rozkroku. a może przerosła mnie namiastka posiadania wszystkiego w jednym miejscu. bez tęsknoty i rozdarcia za czymś hen w oddali.
była radość, był spokój, był ogromny strach, który dawno nie zaglądał mi wraz z paraliżującymi obrazami pod powieki.
nie przesiadując ostatnio zbyt wiele ze słowem po godzinach, nie zdążyłam go nawet przelać na ekran, zanim zdążyłam zniewiedzieć znacznie więcej, niż jestem w stanie dziś wymienić.
wiem, że powinnam z kimś porozmawiać. zniechęca mnie to jeszcze bardziej.
odpycham dawne traumy, by następnie grzęznąć w nich po czubek głowy. znam zwodnicze tańce przypływów i odpływów i nie daję się im zaskoczyć. wbrew pokusom nierealnych oczekiwań chcę po prostu, zwyczajnie i dobrze. albo niekończącej się niezwyczajności bez pozorów i mydleń zawsze dużych od przeróżnych głodów oczu.
ląduję gdzieś powoli. codzienne czynności, ruch i choćby fragmentaryczne troszczenie się o siebie pomagają, jak się okazuje, nie tylko w gąszczu scrollowanych dobrych rad.
łatwiej wypełniam sobą samotność, nie będę jednak wypełniać jej usilnie. nie poczuwam się do stania na straży miru domowego i niezachwianych pozytywnych wrażeń. każdy ma coś do stracenia. wciąż chcę czegoś więcej i potrafię (nie tylko intuicyjnie) wydzielić jakość. błądzę za to niezmiennie w rejestrach pomiędzy
---
nawet jeśli to tylko ileś wieczorów wyjątkowo błękitnej Wisły.
tęsknię za Tobą coraz bardziej, Dziadziusiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz