chciałabym spisać tu wszystkie ze wzburzonych fal potoku myśli i wątków.
najbardziej pewnie po to, by sama móc je przeczytać. uczesać wersami zmierzwione grzywy kosmatych tendencji.
chcenie wszystkiego i niechcenie fragmentów miesza się jednak nieznośnie, a pisanie cząstkowe byłoby nieuczciwe wobec przepastnej całości.
wody zdarzeń spojrzeń i zmian upłynęły hektolitry, jednocześnie nie wydarzyło się nic poza po prostu życiem.
może jednak zacznę od małych kęsów, ugryzę to czucie po czuciu, dźwięk po dźwięku.
jestem tym znudzona i podekscytowana, zmęczona, ukojona i zgodna. chcę siebie przytulić, pochwalić, rozeznać i opieprzyć. jak już wspomniałam - całkiem bez zmian.
dziś* potrafię tylko to
(*jedna z nocy, gdy ten rytm odciska mi się na plecach twardym splotem szorstkiej, choć śliskiej faktury otwieranej-na-pokój,-niepokój-i-drugiego-człowieka kanapy)
ale nie potrafię znacznie więcej