wczesną jesienią zawsze tęsknię najbardziej. próbuję przypomnieć sobie na policzkach ciepły prąd swobodnie przemieszczającego się ulicami wiatru.
pewne wspomnienia, a bardziej iluzje, z poznańskich filarów mnie zawiodły, zraniły. nawet jeśli były już formą zamkniętą. żałuję, że były dla mnie tak ważne. choć po tych wszystkich latach zupełnie mogłam się tego spodziewać. i tak od dawna nie spodziewając się przecież niczego dobrego. z plusów pozwala to jednak jeszcze bardziej cieszyć się niełatwymi, ale naturalnymi decyzjami. to chyba dobrze mieć wciąż serce na dłoni. myślę więc z rozrzewnieniem o sąsiedzkich knajpkach i z łagodnością o sobie samej.
o 3:36 rozsiadam się przy stoliku w nasłonecznionej witrynie Straganu zupełnie jakbym tam była. i staram się nie wspominać, że rzeczywiście miałam tam być.