przybyło mi trochę piegów. na policzkach, nosie i prawym przedramieniu. powitałam na pokładzie kilka pieprzyków, niektórych z przekorną tendencją do symetrii.
doceniłam zapach świeżo skoszonej trawy i górną połówkę bułki, co przypomina mi, że nie ma rzeczy niemożliwych, ani stałych.
ukradkiem wkradło się do mojej conocności spanie od ściany i przerywane coraz częściej wrzaskiem dreszczowe sny.
oglądam znów więcej filmów i wywołujących #skrajneemocje dokumentów.
nadal umiem stawiać wszystko na jedną kartę, w dodatku z rosnącą fascynacją magicznym zaklęciem „zdecydowałam, że”.